11 (lockdown)

Robi się coraz bardziej klaustrofobicznie. W kościołach może być już tylko pięć osób, wliczając księdza. Z domu można wychodzić do pracy, do lekarza, po niezbędne zakupy albo z psem. Prawie wszystko pozamykane. Ludzie na potęgę szyją maseczki. Inżynierowie, studenci politechniki, miłośnicy drukarek 3D produkują respiratory i przyłbice dla lekarzy. Lekarze dostali zakaz wypowiadania się w mediach. Tata uparł się dzwonić do biblioteki, chociaż jest nieczynna od dwóch tygodni. W pracy jakiś niespotykany wcześniej stres. Puszczają mi nerwy i coś złego dzieje się z moją zdolnością widzenia spraw.

24 (stan wyjątkowy)

Oczywiście tak tego nie nazywają, ale od niedzieli Polska zamyka granice i nie wjedzie tu żaden obcokrajowiec. Zamknięte lokale, zabronione imprezy powyżej 50 osób. Zgodnie z wytycznymi Rady Stałej Episkopatu bp Józef Górzyński udziela dyspensy od udziału w niedzielnej Mszy. Przychodzi list od o. Roberta, żeby Rady podjęły decyzję o zawieszeniu spotkań wspólnoty. Decyzja zapada. Nie jadę jutro do Spręcowa.